Do Katowic wróciły wyczerpane.

Po wyznaniu Zuzy kawiarniane śledztwo toczyło się dalej; zostały bardzo dokładnie przepytane o przeszłość Hardego. Marchewka czepiał się nawet pierwszej komunii świętej i był nad wyraz rozczarowany faktem, że Misia wiedziała o otrzymanym tego dnia przez Henryka aparacie fotograficznym Smiena, a nie potrafiła wskazać parafii. Przy parafii spuścił jednak nieco z tonu, bo Zuza uświadomiła mu przytomnie, że mając nazwisko i rodziców, sam znajdzie wszelkie pozostałe informacje. Do znajdywania musiało mu się chyba palić, bo kiedy skończyły swoją kawę, zaczął się tłumaczyć jutrzejszym wyjazdem służbowym i upewniwszy się, że mają czym wrócić, zapłacił i pobiegł do samochodu.

Zuza nadawała całą drogę o facetach, którzy przekładają swoją pracę nad wszystko inne, ale nawet teraz, kiedy siedziały z Misią w aucie pod jej domem, miała w głosie żal. Tylko że tym razem ten żal brzmiał prawdziwie.

– Ja ci powiem – zaczęła niewesoło – że ja to jestem głupia.

– Ale przynajmniej samokrytyczna – Misia próbowała żartować.

– Bo tak… Jajniki to mi jeszcze niby pracują, ale pojutrze stuknie mi trzydziestka. I licznik zacznie już ciągnąć pod cztery dychy.

– A co cztery dychy mają wspólnego z Marchewką?

– A to, że każdy ma swoją stałą napięciową.

– Zuza, ty znowu o polu?

– O jakim polu, zostaw pole i słuchaj – Zuza nie pozwoliła sobie przerwać. – Ja ci się zwierzam. O tym, jak mam tu – walnęła się po piersi, aż w jej biustonoszu zatrzeszczały fiszbiny. – Stała napięciowa, łapiesz? Mam tak, że potrzebuję emocji, wiaterku, blasku albo mroku piwniczki. Nieważne. Ważne, żeby coś się działo, a nie tylko codziennie chleb z szynką i prognoza pogody. Rozumiesz? Bo w życiu nie chodzi o to, żeby żyć, ale żeby przeżywać!

Misia rozumiała, choć mrok piwniczki nieco nią wstrząsnął. Przeżywanie tak, ładnie to Zuza ujęła. Teraz na przykład nie mogła się doczekać, aż przyjaciółka wreszcie się wywnętrzy, bo w domu czekał Igła. A z nim wiązało się wiele przeżyć.

– I co z tym napięciem?

– Muszę mieć napięcie, tak jestem skonstruowana. Chyba dlatego, że mamusia ciągle mi te wolty fundowała. I wyobraź sobie teraz Marchewkę podłączoną do prądu! – zakończyła płaczliwie. – A komórki jajowe obumierają każdego dnia…

– Do jakiego prądu, ja cię kręcę?!

– No, wyobraź sobie życie z naszym Marchewkiem. Przecież on by mnie zaniuniał na śmierć!

Aaa, to o to chodziło.

– Że za dobry dla ciebie?

– A nie?

–   Mnie to się wydaje, że nawet jakbyś się związała z Mansonem, też by ci się w końcu znudziło. Podobnie jest ze skarpetkami. Trudno się podniecać tą samą parą po piętnastu latach codziennego noszenia. Tylko że tak się stanie z każdą, którą kupisz. Z każdą! A bez skarpetek jest zimno i można się przeziębić.

– To może ja powinnam chodzić boso? I z gilem po pas?

Misia nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, zresztą Zuza również zaczęła rechotać.

– Problem w tym, że nigdy nie próbowałaś tych skarpetek nosić dłużej i ich cerować. A do skarpetek można przyszywać kokardki…

– Że niby co proszę?

– Nie wiem, głośno myślę. Można rozmawiać, mówić o tych piwniczkach, lękach, czy coś… A emocje to emocje. Jak ci się skończą damsko-męskie, zastąpisz je innymi. Zaczniesz skakać z pierwszego piętra na sznurku do prania albo możesz opalać rękę nad gazem i mierzyć czas. Różne są możliwości. Wyrobisz normę i zaczniesz doceniać tego swojego poczciwego chłopa.

– I to się może udać?

– Ja próbowałam z Henrykiem, tylko że on nie chciał. Więc chyba potrzeba dwojga ludzi, którym będzie zależało. I którzy będą ze sobą szczerzy.

– Miśka, normalnie jak patrzę na ten twój uporządkowany, idealny świat…

– Faktycznie, bardzo uporządkowany. Na ścianie mam nasmarowane czarne ,,C” i to nie jest fototapeta.

– Ach, bo spłycasz. Ja się boję… że Marchewka to się szybko zużyje.

– Czy przyjaciele się zużywają? – Misia naprawdę się oburzyła. – To może określ mój stopień zużycia, ja cię proszę, dobrze?

– Przecież wiesz, o co mi chodzi.

– Tobie chodzi o to, że nie rozumiesz podstawowej rzeczy. Miłość to proces. Jakbyś chciała umierać z miłości cały czas, to po kilku miesiącach zawał. Nie da się. Każde uczucie w końcu zaczyna normalnieć. Zawsze. I jak się je pielęgnuje, przechodzi w przyjaźń. Tylko trzeba nauczyczyć się ją cenić.

– Od przyjaźni to ja mam ciebie. A facet musi mieć… odpowiednich rozmiarów przymioty.

– Bo go właśnie uprzedmiotawiasz, kretynko! Facet to człowiek. Taki sam… Dobra, inny, ale człowiek! I go zobacz.

– Jeszcze go nie widziałam – Zuza błysnęła zębami w uśmiechu. – Ale chyba zamierzam.

– Boże, miej w swojej opiece wszystkie biedne warzywa – Misia westchnęła teatralnie.

„Pisz więcej takich książek!" Joanna Chmielewska