,,Blok Jacka odlazła Jola bez większych trudności. Na tablicy domofonu zobaczyła kartkę ,,Zepsute”, więc musiała poczekać, aż ktoś będzie wchodził na górę, co nastąpiło po pięciu minutach, dlatego przed drzwiami stanęła trochę po dwudziestej. Zadzwoniła, ale usłyszała jedynie metaliczne stukanie gdzieś z głębi budynku. Spróbowała ponownie, jednak Jacek nie stanął w progu i ucieszony z wizyty nie przywitał jej wylewnie kwieciem. A może źle zapamiętała numer?

Wydobyła z kieszeni kartkę i sprawdziła. W porządku, dotarła tam, gdzie trzeba. Podumała chwilę i postanowiła spróbować po raz kolejny. Tym razem zamierzała energicznie zapukać. Jakby w odpowiedzi na jej grzeczne puk puk walenie w metal rozległo się znowu i Jola tym razem (bezczelnie przyłożyła ucho do drzwi) zyskała pewność, że rzęgot, który przypominał odgłos uderzania blaszanym kubkiem o więzienną kratę, dobywał się… z mieszkania Jacka!

Pomyślała o ostatniej ewentualności. Wyciągnęła komórkę i wykręciła numer kolegi. Za drzwiami usłyszała skoczną melodyjkę dzwonka, ale Jacek nie odbierał, tłuczenie skazańca jednak także nie ustawało, a nawet jakby się wzmogło.

Co, u licha?!

Zdecydowała się więc na coś, co uważała za szczyt chamstwa, jednak usprawiedliwiła się okolicznościami.

Nacisnęła klamkę.

Z chwilą otwarcia drzwi, metaliczne postukiwanie wylało się na korytarz.

— Jest tam kto? – zawołała niepewnie.

To, co zobaczyła, ścięło ją z nóg.

W pokoju, przykuty jakimś żelastwem do rury przy kaloryferze, pół wisiał, pół siedział… Jacek!

Ręce skuwały mu najprawdziwsze kajdanki, którymi zapamiętale trząchał w elementy centralnego ogrzewania, produkując w ten sposób nieprzyjemne, acz skuteczne dźwięki. Usta miał zaklejone wstrętną, czarną taśmą. Co do stroju zaś to od razu rzucało się w oczy, że był golutki jak go pan Bóg stworzył. Kucając wstydliwie, prosił wzrokiem o jedno…

O ratunek!!!”

 

„Pisz więcej takich książek!" Joanna Chmielewska