,,Jola była kobietą czynu, co jednak jej poprzedni towarzysz życia wolał złośliwie nazywać wojującym feminizmem.

Może miał trochę racji?

Uwielbiała facetów, nie mogła jednak zgodzić się z wykorzystywaniem kobiet w zagrodzie domowej. Ileż miała koleżanek, które godziły pracę zawodową z codziennym etatem kucharki, szwaczki, pomywaczki, kelnerki, itd. Małżonek zarabiał i to miało wystarczyć. Trzeba mu w podzięce oddawać cześć i bogobojnie bić ukłony: ugotować obiadek (niektórzy tyrani życzą sobie nawet dwóch dań!), wylizać do czysta dom, wychować pociechy, żeby wyszły na ludzi, i jeszcze wyglądać! Koniecznie wyglądać, żeby samiec nie zechciał czasem uszczęśliwiać jakiejś kolejnej naiwnej. Po doczołganiu się po tych wszystkich czynnościach do łóżka… Nie, to jeszcze nie koniec obowiązków! Teraz punkt kulminacyjny.

Wisienka na ciastku!

Wijąc się z pożądania  (najlepiej wić się w seksownym ciuszku) należy oporządzić ukochanego na dobranoc. Dopiero po wszystkim można paść na ryj i śnić o kolejnym wspaniałym dniu, w którym w jakiejś kolorowej gazecie wpadnie się na psychotest: ,,Czy jestem szczęśliwa?”

 

„Pisz więcej takich książek!" Joanna Chmielewska