,,Po wyjściu Anety Magda wiedziona chyba szóstym zmysłem wzięła się za montaż pułapki na włamywacza II. Tak ją jakoś natchnęły te puste butelki. Parę sesji konwersacyjnych z Netą zaobfitowało ich nagromadzeniem w szafce pod zlewem, a miejsca tam nie było zbyt wiele. Wypadało się ich pozbyć, ale tak po prostu je wyrzucić? O, nie!

Potłukła butelki za pomocą młotka tak, żeby kawałki były w miarę najeżone i ostre, ale żeby nie zagrażały życiu – nie zamierzała przecież nikogo mordować… Porozkładanie na podłodze oprócz szkła najrozmaitszych utensyliów, które w zetknięciu ze skórą zdecydowanie jej szkodziły, zabrało Magdzie pięć minut. Pożałowała tylko octu – strasznie śmierdział. Posypała za to obficie przedpokój niedawno używanym czerwonym pieprzem. Żyłkę naciągnęła raz – dwa, miała już przecież wprawę. Pułapka jak złoto! I butelki się nie zmarnowały…

– Jeszcze parę razy, a będę to robić po omacku. I znowu do siebie gadam… – mamrotała, kładąc się do łóżka.

Piwko zrobiło swoje – ścięło ją z nóg zanim zdążyła pomyśleć o jutrzejszym dniu.

Nie miała pojęcia, o której usłyszała rumor w przedpokoju. Musiał być sam środek nocy, bo odruchowo spojrzała na bloki za oknem, a prawie we wszystkich mieszkaniach było ciemno. Ani myślała rzucać się w obronie swoich włości. Niech sobie śmierdziel pobuszuje!

Jeśli się złapał, a łomot na to wskazywał, to i tak był biedny…

– Pułapkaaa! – zakrzyknęła prawie przez sen i wysiliła się jeszcze na pełne satysfakcji: – Cha! Cha! – po czym zapadła w kamienny sen.”

„Pisz więcej takich książek!" Joanna Chmielewska