,,Neta obmyśliła sobie chwyt, jaki chciała zastosować na Waldusiu – miał to być efektowny i skuteczny wykop. Ściągnęła w tym celu swoje sandałki i wsadziła je do kieszeni swojego kwiecistego kitelka. Kiedy jednak Walduś był już tuż tuż, Neta straciła zimną krew. Zupełnie nie kontrolując swoich ruchów, chwyciła za sandałek i wykonała zamaszysty wymach kończyną górną. W chwileczkę potem zdrętwiała, bo miała wrażenie, że szpilka zagłębiła się Waldusiowi w głowie aż po mózg.

Brunecik padł jak rażony piorunem.

Neta uspokoiła się dopiero, kiedy sprawdziła, że padalec oddycha. Nie mając niczego pod ręką, postanowiła poświęcić swój strój i oderwała z kitelka szeroki pasek, którym była obwiązana. Kitelek po tym zabiegu zupełnie stracił swoją formę. Zaczął się jej majtać między nogami, co jednak nie przeszkodziło Necie w związaniu spoczywającego na ziemi delikwenta i zawleczeniu go w okolice aut – w trakcie tej czynności po raz pierwszy pomyślała, że taki mały i lekki facecik to zrządzenie losu…

Jarek trafił na chwilę, kiedy starzany Waldemar (Neta celowo ciągnęła go naokoło po chaszczach i wądołach) ocknął się na moment, ale widok, który ukazał się jego oczom, był tak straszny – Aneta zawsze napawała go nieokreśloną obawą – że wolał znieprzytomnieć znowu.”

 

„Pisz więcej takich książek!" Joanna Chmielewska