Marta Obuch

Wiersze to chyba naturalny etap w rozwoju każdego gryzipiórka. U mnie ta faza choroby również wystąpiła. Na szczęście miała lekki przebieg, niemniej długotrwały, ponieważ wiersze pisałam przez dobrych kilka lat. Nie były czymś, z czym wiązałam nadzieje, bo zawsze moje pióro rwało się do prozy, a i dzisiaj mam świadomość, że Szymborska co najwyżej skwitowałaby je słowami: ,,Dziecko, nie pisz więcej takich wierszy”.

Ale czy zaraz ,,wielką poetką trzeba być”? Z poezją, owszem, tu trzeba się zmierzyć z formą: z tymi wszystkimi współżyciami rymów męskich i żeńskich i innymi dewiacjami. Wierszydła kuchenne mają natomiast wyrażać emocje, a te prawie zawsze są właściwe. Dlatego mam do tych drobiazgów sentyment, stanowią jakąś cząstkę dawnej mnie: naiwną i miejscami pewnie niedoskonałą, ale z wczorajszych głupot rodzą się dzisiejsze mądrości. Wyciągnęłam wnioski; zaczęłam pisać komedie kryminalne. Bo z liryki, jeśli ją nadmiernie przedłużać, może być niezły dramat…

Prezentuję Czytelnikom zaledwie część kolekcji, z której może kiedyś powstanie osobny tomik. Wiersze ilustruję fotografiami własnego autorstwa.

Wiersze:

„Pisz więcej takich książek!" Joanna Chmielewska