Aktualności:
Joanna Chmielewska nie żyje…
7 października 2013 r.
JOANNA CHMIELEWSKA nie żyje. Podróżując dziś przez Warszawę, jak zwykle pomyślałam o kobiecie, która tyle dla mnie znaczy. Jeszcze o niczym nie wiedząc, wysłałam w niebo podźgane stalowymi wieżowcami impuls, choć nie doleciał. Zresztą pewnie nie dolatywał i poprzednimi razy. Ktoś może mieć szczególne miejsce w czyimś sercu i nie mając o tym pojęcia, wcinać byczki w pomidorach.
Joanna Chmielewska nie żyje. Dziś była to pierwsza wiadomość, jaką usłyszałam po powrocie do domu. A potem telefony od znajomych i najbliższych, który dowiedzieli się przede mną.
Dla mnie to smutny poniedziałek.
Parszywy i do bani.
Bo można czytać czyjeś książki, a można nimi żyć. Ja nimi żyłam i przeżywam je regularnie co jakiś czas, to parskając szczerym śmiechem to zanosząc się zduszonym rechocikiem w środkach komunikacji miejskiej, o innych niekontrolowanych reakcjach organizmu nie wspominając. Pani Joanna stworzyła dla mnie najpierw Pawełka i Janeczkę (moja najpierwsza lektura to ,,Nawiedzony dom”, który przeczytałam jako dwunastolatka), potem Teresę i Okrętkę, a kiedy trochę podrosłam, skołowała dla mnie resztę ,,szemranego” towarzystwa. Ha! Popijać z Alicją winko, to dopiero frajda. Albo uciekać jachtem przez Atlantyk i mierzyć paliwo ilością wanien. A obserwowanie Lesia, który po prostu ,,postanowił sobie, że zamorduje personalną”… Do nieprawdopodobnych zdarzeń dochodzą również smakowite powiedzonka. ,,Kał basa i mocz tenora” z ,,Dzikiego białka” stały się klasykiem wśród cytatów. Podobnie jak ,,szał ciał i uprzęży” czy ,,wolna jak dzika świnia na ostrym zakręcie”.
To był mój świat. Tak rodziła się moja własna wyobraźnia, której nie zamykał ekran monitora. W książkach Chmielewskiej zawsze dochodziło do ekscesów i uroczych mordobić. Do czochrania makijaży, spuszczania z łańcucha niewinnych żon czy pozbywania się upierdliwych mężów za pomocą rakiety. Tu mogło się zdarzyć wszystko. Łącznie z czerwonym.
Królowa polskiego kryminału zmieniła swoim piórem nie tylko ludzi, ale i ich język. Jej książki i poczucie humoru zostaną ze mną i z innymi czytelnikami na zawsze – myślę, że pani Joanna wywinęła w ten sposób śmierci niezły numer.
Taką będę ją pamiętać…